Strona Główna Forum Księga Gości Reporterzy Stanley Milgram Das Experiment



Dzień pierwszy



O 2:30 w nocy strażnicy brutalnie zbudzili więźniów, za pomocą gwizdka, aby dokonać pierwszego "liczenia", którego celem było zapoznanie się z własnym numerem, przyzwyczajenie się do niego. Takie liczenie odbywało się kilka razy podczas każdej zmiany, oraz często w nocy. W ten sposób strażnicy próbowali również zwiększyć swą kontrolę. Więźniowie wciąż nie traktowali tego typu ćwiczeń zbyt poważnie. Żartem starali się okazać swoją niezależność. Strażnicy również nie wydawali się zbyt pewni tego jak powinni postępować. Ale to miało się wkrótce zmienić...

Najpopularniejszą karą za naginanie przepisów i nieodpowiednie zachowanie w stosunku do strażników w każdym więzieniu (a także wojsku, nazistowskich obozach itp.) jest robienie pompek. Nasi strażnicy również stosowali tę karę, utrudniając ją poprzez przygniatanie nogą lub sadzanie więźnia na plecach ćwiczącego.


Dzień drugi



Ponieważ pierwszy dzień minął bez żadnych znaczących incydentów, to co stało się drugiego dnia zupełnie nas zaskoczyło. Rankiem więźniowie zdjęli pończochy z głów, zdarli numery z uniformów i zabarykadowali drzwi celi stawiając w poprzek łóżka. Co więcej zaczęli drwić ze strażników i wyklinać ich. Zastanawialiśmy się czy nie powinniśmy jakoś zareagować, by powstrzymać bunt, jednak ciekawość sprawiła, że nic takiego nie zrobiliśmy. Strażnicy wpadli w gniew i frustrację, nie zrobili jednak nic, czekając na decyzję kolegów z porannej zmiany. Ci natomiast zaczęli obwiniać poprzedników za zbytnią uległość. Zwołali resztę strażników (którzy w tym czasie byli w domach) i razem zdecydowali się zwalczyć przemoc przemocą. Zdjęli ze ścian gaśnice śniegowe (wytwarzające bardzo zimne obłoki dwutlenku węgla) i użyli ich by odsunąć więźniów od drzwi. Kiedy dostali się do cel, rozebrali więźniów do naga i zabrali im łóżka. Przywódcę buntu zamknęli w odosobnieniu (w "the Hole"). Od tego momentu bez przeszkód nękali i gnębili więźniów.

Bunt został stłumiony, ale strażnicy obawiali się, że przecież nie zawsze będą pracować całą dziewiątką! W obawie przed następnym incydentem zdecydowali podejść więźniów od strony psychologicznej a nie siłą, jak poprzednio. Takim podejściem miało być utworzenie "celi przywilejów".

Stała się nią jedna z owych trzech cel do których strażnicy wpuścili trzech więźniów, którzy najmniej uczestniczyli w buncie. Oddali im łóżka, uniformy a nawet pozwolili umyć zęby. Pozwolono im również zjeść specjalny posiłek w obecności reszty więźniów, którym przez jakiś czas w ogóle nie dawano jedzenia. Rezultatem było zerwanie solidarności pomiędzy więźniami. Ale nie był to koniec...

W połowie dnia strażnicy zaprowadzili uprzywilejowanych więźniów do jednej ze "złych" celi, a kolejnych trzech (z tej szóstki, która brała aktywny udział w buncie) zabrano do "dobrej" celi. Więźniowie nie wiedzieli co o tym sądzić. Uprzywilejowani uprzednio uczestnicy eksperymentu sądzili, że tamta trójka donosi, co sprawiło, że więźniowie przestali sobie ufać. Nasi konsultanci (byli więźniowie ) poinformowali nas, że podobna taktyka stosowana jest w prawdziwych więzieniach do niszczenia wszelkich układów pomiędzy więźniami. Na przykład, rasizm używany jest do skłócenia czarnych, chińczyków i białych. Największym zagrożeniem dla życia więźnia jest inny więzień. Poprzez poróżnianie oraz wyróżnianie, strażnicy powodują wzrost agresji wśród więźniów, tym samym odwracając uwagę od siebie. Owe zdarzenie odegrało również duży wpływ na budowanie solidarności pomiędzy strażnikami. Nagle nasze badanie przestało być eksperymentem czy symulacją. Zamiast tego, strażnicy zaczęli postrzegać więźniów jako potencjalny problem, który może im zagrażać. Dlatego zaczęli stopniowo zwiększać dozór i kontrolę a ich zachowanie stawało się coraz bardziej agresywne.

Nawet pójście do toalety stało się przywilejem, na które strażnik mógł zezwolić lub nie, zależnie od jego kaprysu. O 22 światła gasły a więźniowie mogli załatwiać swoje potrzeby jedynie do wiadra w swojej celi. Czasami zdarzało się, że strażnicy nie pozwalali przez jakiś czas opróżniać tych kubłów, co sprawiało, że cele śmierdziały uryną i fekaliami. Strażnicy byli szczególnie okrutni dla więźnia numer 5401, który był przywódcą wcześniejszej rebelii. Był głęboko uzależniony od nikotyny co strażnicy wykorzystywali ograniczając mu sposobność do palenia. Podczas cenzurowania jego listu do dziewczyny dowiedzieliśmy się, że był samozwańczym, radykalnym aktywistą, który błędnie sądził, że poprzez nasze badanie chcemy odnaleźć słabe punkty radykalistów wśród studentów, by później mieć nad nimi kontrolę. W rzeczywistości planował sprzedać przebieg naszego eksperymentu jednej z podziemnych gazet.

Już po 36 godzinach od rozpoczęcia naszego eksperymentu więzień numer 8612 zaczął cierpieć na ostre zaburzenia emocjonalne, problemy z koncentracją, niekontrolowane wybuchy płaczu i gniewu. Również my, osoby odpowiedzialne za cały ten eksperyment zaczęliśmy się wczuwać w rolę kierujących więzieniem i byliśmy zdolni wierzyć, że #8612 próbuje nas oszukać. Zaaranżowaliśmy spotkanie między numerem 8612 a panem X, byłym więźniem, który pracował dla nas jako doradca. X skrytykował jego słabość i opowiedział jaka reakcja strażników by go spotkała, gdyby znajdował się w więzieniu w San Quentin. Potem zaproponował mu, że jeśli zostanie naszym informatorem, strażnicy zostawią go w spokoju. Więzień 8612 miał zastanowić się nad tą propozycją.

Podczas następnego "liczenia" #8612 powiedział innym więźniom: "stąd nie można wyjść, nie możemy tego skończyć". Po dwóch dniach eksperymentu uwierzył, że jest w prawdziwym więzieniu. Chwilę później zaczął szaleć, krzyczeć, przeklinać, popadł w niekontrolowany gniew i szał. Zabrało nam chwilę zrozumienie, że on naprawdę cierpi, potrzebuje pomocy i musi być natychmiast wypuszczony.


Część czwarta: Dzień trzeci