Strona Główna Forum Księga Gości Reporterzy Stanley Milgram Das Experiment



Dzień trzeci



Następnego dnia mieliśmy zaplanowaną godzinę odwiedzin. Obawialiśmy się, że gdy rodzice i znajomi zobaczą stan naszego więzienia, postanowią zabrać chłopców z powrotem do domu. By zapobiec temu staraliśmy się zrobić wszystko by miejsce wydawało się przyjemniejsze. Dlatego pozwoliliśmy więźniom umyć się, ogolić i wyszorować celę. Podaliśmy im ogromny obiad i puściliśmy głośną muzykę. Co więcej, zaprosiliśmy byłą cheerleaderkę ze Stanford, Susie Philips aby powitała gości.

Kiedy dwanaścioro odwiedzających w dobrym nastroju przybyło do więzienia, staraliśmy się cały czas wpływać delikatnie na ich zachowanie. Pozwoliliśmy im traktować nasz eksperyment jako dobrą i oryginalną zabawę. Najpierw musieli wpisać się na listę, potem czekać pół godziny aż w końcu dowiedzieli się, że tylko dwie osoby mogą odwiedzić jednego więźnia, spotkanie trwa 10 minut i odbywa się w obecności strażnika. Oczywiście nasi goście skarżyli się na tak ostre reguły, jednak ostatecznie wyrazili na nie zgodę. Tak więc również oni zagrali niewielką rolę w naszej symulacji.

Niektórzy z odwiedzających byli bardzo smutni gdy zobaczyli jak zmęczeni i zestresowani są ich synowie. Zdecydowali poskarżyć się głównemu kierownikowi na zbyt okrutne traktowanie chłopców. Kiedy jedna z matek powiedziała, że nigdy nie widziała swojego syna wyglądającego tak źle jak teraz, odpowiedziałem (narratorem jest profesor Zimbardo - red.), zrzucając winę na jej syna: "Co jest nie w porządku z pani synem? Nie śpi dobrze?" A potem zapytałem ojca: "czy uważasz, że twój syn nie jest w stanie sobie poradzić?", mężczyzna odfuknął: "Oczywiście, że sobie poradzi, jest bardzo wytrzymały i zawsze był świetnym przywódcą!" Potem zwrócił się do żony: "chodź kochanie, tracimy tylko tutaj czas". Wychodząc krzyknął jeszcze: "do zobaczenia podczas kolejnej wizyty!"

Ledwo uporaliśmy się z rodzicami więźniów a już mieliśmy kolejny problem. Jeden ze strażników podsłuchał jak w celach rozmawiano o ucieczce z więzienia. Numer 8612, którego wypuściliśmy dzień wcześniej, zamierzał zebrać grupę przyjaciół i włamać się do więzienia w celu uwolnienia reszty kolegów. Miało się to odbyć tuż po odwiedzinach, tak więc nie mieliśmy dużo czasu.

Jak wg ciebie zareagowaliśmy na tę pogłoskę? Sądzisz, że ze spokojem przygotowywaliśmy się do obserwacji ucieczki notując każdy jej szczegół? W gruncie rzeczy właśnie tak powinni się zachować psycholodzy przeprowadzający eksperyment. My jednak martwiliśmy się o bezpieczeństwo w naszym więzieniu... Skontaktowaliśmy się ze strażnikiem i nadzorcą oraz głównym porucznikiem Craigiem Haney, by wspólnie zapobiec nadchodzącemu zdarzeniu. Próbowaliśmy również uzyskać przeniesienie naszych ochotników do innego więzienia, ale nie udało nam się tego załatwić. Byliśmy bardzo rozczarowani brakiem zainteresowania ze strony policji.

Postanowiliśmy więc umieścić w celi naszego informatora w miejsce zwolnionego wcześniej #8612 aby mógł nam przekazać więcej szczegółów na temat domniemanej ucieczki. Później zwołaliśmy resztę strażników, skuliśmy więźniów, założyliśmy im worki na głowy i zamknęliśmy w małym magazynie na 5 piętrze naszego wydziału. Gdyby konspiratorzy przybyli na miejsce zastaliby puste cele i mnie (doktora Zimbardo) samotnie siedzącego w korytarzu. Miałem powiedzieć im, że eksperyment już się zakończył, a wszyscy ochotnicy powrócili do domów. Zastanawialiśmy się również nad zwabieniem więźnia 8612 by ponownie go uwięzić, gdyż stało się jasne, że nas oszukał.

Kiedy siedziałem tak czekając na intruzów odwiedził mnie kolega, Gordon Bower. Usłyszał o eksperymencie i chciał się dowiedzieć jak nam idzie. Opowiedziałem mu krótko o tym co się wydarzyło i o powodach dla których tu siedzę a on zrewanżował się prostym pytaniem: "Powiedz, co jest zmienną niezależną w tym badaniu"?

Ku mojemu zaskoczeniu, zareagowałem niepohamowaną wściekłością. Mam na głowie więzienny bunt, bezpieczeństwo moich podopiecznych i więzienia wisi na włosku a teraz muszę jeszcze radzić sobie z tym akademickim, mizernym hałaśliwcem, zatroskanym o jakąś niezależną zmienną! Dopiero dużo później, zorientowałem się jak dalece i głęboko wczułem się w moją nową rolę - wtedy myślałem raczej jak więzienny przełożony niż naukowiec.

Plotka o więziennej rebelii okazała się być niczym więcej jak tylko plotką. Żaden bunt się nie zdarzył. Wyobraźcie sobie naszą reakcję! Spędziliśmy cały dzień nad planem udaremnienia ucieczki, błagaliśmy policję o pomoc, przenieśliśmy więźniów - nie zrobiliśmy nawet żadnych naukowych notatek tego dnia! Czuliśmy się sfrustrowani i źli z powodu naszego wysiłku, który okazał się nadaremny! Ktoś będzie musiał za to zapłacić.

Strażnicy znów znacznie spotęgowali swoje prześladowania, jeszcze bardziej upokarzając więźniów, zmuszając ich do upokarzającej i nudnej pracy, takiej jak czyszczenie toalet gołymi rękami. Zmusili więźniów do robienia pompek i pajacyków, do wszystkiego co tylko przyszło im przez myśl, a także zwiększyli czas odliczania do kilku godzin dziennie.

W tym momencie naszych badań, zaprosiłem katolickiego księdza, który był więziennym kapelanem, aby ocenił jak realistyczne jest nasze więzienie. Rezultat był istnie Kafkowy. Kapelan rozmawiał z każdym z więźniów indywidualnie, a ja obserwowałem w zdziwieniu, jak połowa z nich przedstawia się z numeru zamiast imienia. Po krótkie rozmowie, kapelan zadał kluczowe pytanie: "Synu, co robisz, aby się stąd wydostać?". Kiedy więźniowie nie odpowiedzieli, zmieszani, ksiądz wyjaśnił, że jedynym sposobem wydostania się z więzienia jest wynajęcie prawnika. Potem zgodził się skontaktować z ich rodzicami aby zapewnić im pomoc prawną. Część więźniów zaakceptowała jego ofertę. Wizyta księdza sprawiła że granica pomiędzy odgrywaniem roli a rzeczywistością stała się mniej wyraźna.





Część piąta: #819 i Komisja