Strona Główna Forum Księga Gości Reporterzy Stanley Milgram Das Experiment



#819



Jedynym więźniem, który nie życzył sobie rozmowy z księdzem był numer 819, który czuł się źle i odmawiał jedzenia. Wolał zobaczyć się z lekarzem niż księdzem. W końcu został przekonany by wyjść ze swojej celi i porozmawiać z księdzem oraz przełożonym, abyśmy mogli zobaczyć jakiego rodzaju doktora mu potrzeba. Podczas rozmowy, załamał się i zaczął histerycznie płakać, tak jak wcześniej dwaj inni chłopcy, których wypuściliśmy. Zdjąłem mu łańcuch z nóg i rajstopę z głowy i kazałem mu pójść odpocząć do pokoju przylegającego do korytarza więziennego. Obiecałem, że przyniosę mu jedzenie i zabiorę do doktora.

W czasie kiedy załatwiałem mu jedzenie, jeden ze strażników zwołał zbiórkę i kazał im intonować: „Więzień #819 jest złym więźniem. Z powodu tego co zrobił #819, w mojej celi jest bałagan, oficerze Nieomylny”. Powtarzali to jednogłośnie tuzin razy.

Gdy tylko zdałem sobie sprawę, że więzień #819 mógł to usłyszeć, zawróciłem do pokoju w którym go zostawiłem. Zobaczyłem chłopca szlochającego niepochamowanie, podczas gdy w tle słychać było jego współwięźniów, skandujących, że jest złym więźniem. Skandowanie nie było już nierówne i zabawne, tak jak pierwszego dnia eksperymentu. Teraz słychać było całkowity konformizm i uległość, jakby istniał tylko jeden głos powtarzający w kółko „#8198 jest zły”.

Zasugerowałem abyśmy wyszli, ale odmówił. Przez łzy powiedział, że nie może wyjść ponieważ inni uznają go złym więźniem. Mimo, że czuł się źle, wolał wrócić i udowodnić, że nie jest złym więźniem.

W tym momencie powiedziałem: “Posłuchaj, nie jesteś #819. Nazywasz się [jego imię], a ja nazywam się doktor Zimbardo”. Jestem psychologiem a nie przełożonym więzienia, a to nie jest prawdziwe więzienie. To tylko eksperyment, a to są studenci, nie więźniowie, tak samo jak ty. Chodźmy.”

Przestał nagle płakać, spojrzał na mnie jak małe dziecko zbudzone z nocnego koszmaru i odpowiedział: „Dobrze, chodźmy.”


Komisja ds zwolnień



Następnego dnia, wszyscy więźniowie którzy myśleli, że mają podstawy do zwolnienia warunkowego zostali skuci i zaprowadzeni pojedyńczo przed komisję do spraw zwolnień warunkowych. Komisja była złożona w większości z ludzi zupełnie obcych więźniom (sekretarki z wydziału i absolwenci) a przewodniczącym był nasz główny więzienny konsultant.

Kilka istotnych rzeczy zdarzyło się podczas tych przesłuchań. Po pierwsze, kiedy zapytaliśmy ich czy są gotowi stracić pieniądze które do tej pory zarobili, w zamian za zwolnienie warunkowe, większość powiedziała: tak. Później, gdy skończyliśmy przesłuchania mówiąc więźniom by udali się do swoich cel, podczas gdy my mieliśmy rozważać ich prośby, każdy więzień posłuchał, mimo że mogli osiągnąć ten sam cel po prostu rezygnując z eksperymentu. Dlaczego nas posłuchali? Ponieważ czuli się zbyt bezsilni by stawiać opór. Ich świadomość rzeczywistości się zatarła i już nie uważali więzienia za symulację.

Podczas przesłuchań, byliśmy również świadkami nieoczekiwanej metamorfozy naszego konsultanta więziennego, który pełnił rolę przewodniczącego ławy. Był najbardziej znienawidzonym ze wszystkich członków komisji, a kiedy było po wszystkim, z obrzydzeniem zdał sobie sprawę że stał się swoim własnym dręczycielem, który wcześniej odrzucał jego coroczne wnioski o zwolnienie przez 16 lat.


Część szósta: Strażnicy i John Wayne